🔞

Uwaga — Tylko dla dorosłych!

Ta strona zawiera materiały o charakterze erotycznym, w tym opowiadania, filmy i zdjęcia przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Jeżeli nie ukończyłeś/aś 18 lat, naciśnij „Opuszczam stronę".

Klikając „Wchodzę do środka" oświadczasz, że masz co najmniej 18 lat i dobrowolnie chcesz przeglądać treści erotyczne.

✖ Opuszczam stronę
Grupowe ⭐ Wyróżnione

Aksamitny protokół - Część 1

„Aksamitny Protokół” to duszna opowieść o przekraczaniu granic w luksusowej scenerii. Elena trafia do apartamentu Juliana, by wraz z Markiem i Klarą oddać się wyrafinowanej, grupowej namiętności. W atmosferze gęstej od pożądania bohaterka traci kontrolę, stając się centrum zmysłowej symfonii. To historia o budowaniu napięcia, elektryzującym dotyku i całkowitym zatraceniu, w którym cztery ciała łączą się w jedno, by w blasku neonów osiągnąć potężne, wspólne spełnienie.

Powietrze w apartamencie Juliana pachniało ciężko – mieszanką drzewa sandałowego, drogiego koniaku i czegoś jeszcze, co Elena potrafiła zdefiniować jedynie jako „oczekiwanie”. Światła były przygaszone do tego stopnia, że krawędzie mebli zacierały się w mroku, a jedynym wyraźnym punktem był blask miejskich neonów wdzierający się przez panoramiczne okna na czterdziestym piętrze.

Elena poprawiła ramiączko swojej jedwabnej sukienki, która przy każdym ruchu ocierała się o jej skórę, przypominając o tym, jak mało ma na sobie tej nocy. Nie była tu sama. Julian stał przy barku, jego sylwetka w nienagannie skrojonej koszuli była ucieleśnieniem spokoju, ale ona wiedziała, że to tylko maska. Na kanapie, w cieniu, siedziała para, którą poznała zaledwie pół godziny wcześniej – Marek i Klara. Ich obecność nie była przypadkowa. W tym kręgu nic nie działo się bez wyraźnego zamiaru.

– Pijesz za szybko, Eleno – odezwał się Julian, nie odwracając głowy. Jego głos był niski, niemal wibrujący. – Tutaj czas płynie inaczej. Musisz nauczyć się go celebrować.

Podeszła do niego, czując na plecach palące spojrzenie Marka. To był pierwszy etap tej gry – świadomość bycia obserwowaną. Każdy jej gest, każde drżenie dłoni było rejestrowane i oceniane przez pozostałą trójkę. Julian odwrócił się w jej stronę, trzymając w dłoni niski kieliszek. Zamiast podać jej drinka, uniósł go do jej ust. Metaliczny chłód szkła kontrastował z gorącem jej warg. Piła powoli, czując, jak alkohol rozlewa się po jej ciele, rozluźniając mięśnie, ale wyostrzając zmysły.

– Lepiej? – zapytał Julian, przesuwając kciukiem po jej dolnej wardze, ścierając kroplę płynu.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, Klara wstała z kanapy. Poruszała się z gracją drapieżnika, niemal bezszelestnie. Podeszła do nich, stając tuż za Eleną. Jej dłonie, chłodne i pewne, spoczęły na obnażonych ramionach dziewczyny. Elena wzdrygnęła się lekko, ale nie odsunęła. To było to, po co tu przyszła – zatarcie granic między „ja” a „oni”.

– Jest jeszcze piękniejsza z bliska, prawda? – szepnęła Klara, pochylając się nad uchem Eleny. Zapach jej perfum był słodki, niemal duszący. – Julian miał rację. Twoja skóra reaguje na każdy dotyk, zanim on w ogóle nastąpi.

Marek dołączył do nich chwilę później. Wypełnił przestrzeń swoją męską dominacją, stając naprzeciwko Eleny, tuż obok Juliana. Teraz Elena była otoczona. Czuła ciepło ich ciał, słyszała zsynchronizowane niemal oddechy. Przestrzeń osobista przestała istnieć, zastąpiona przez wspólną energię, która gęstniała z każdą sekundą.

Julian powoli rozpiął pierwszy guzik swojej koszuli, nie spuszczając wzroku z oczu Eleny.
– Zasady są proste – zaczął, a jego dłoń powędrowała w stronę karku dziewczyny, wplatając palce w jej włosy. – Nie ma pośpiechu. Nie ma wstydu. Jest tylko to, co czujemy w tej konkretnej chwili. Czy jesteś gotowa oddać nam swoją kontrolę?

Elena poczuła, jak serce wali jej o żebra. Spojrzała na Marka, którego dłoń spoczęła na jej talii, przyciągając ją o milimetr bliżej. Czuła dłonie Klary, które teraz powoli przesuwały się w dół jej pleców, wzdłuż kręgosłupa, wywołując falę dreszczy. Była w centrum uwagi trzech osób, z których każda pragnęła od niej czegoś innego, a jednocześnie tego samego – całkowitego zatracenia się w dotyku.

– Tak – wyszeptała, a jej głos ledwo przebił się przez ciszę salonu. – Jestem gotowa.

Julian uśmiechnął się półgębkiem. Delikatnie, ale stanowczo, pociągnął ją za włosy do tyłu, zmuszając do spojrzenia mu prosto w oczy, podczas gdy dłonie Klary i Marka zaczęły eksplorować nowe terytoria na jej ciele.

Sukienka musiała zniknąć. To była pierwsza, niema komenda. Julian nie musiał nic mówić, Marek wyczuł intencję. Jego duże, gorące dłonie znalazły ukryty zamek na plecach Eleny. Dźwięk przesuwanego suwaka był jak wystrzał w tej naelektryzowanej ciszy. Jedwab opadł do jej stóp z szelestem, pozostawiając ją w samej koronkowej bieliźnie, wystawioną na ich wzrok, bezbronną i piękną.

Klara westchnęła z zachwytem, przesuwając opuszkami palców po linii bioder Eleny, śledząc krawędź jej majtek.
– Idealna – mruknęła, a potem, ku zaskoczeniu Eleny, uklękła przed nią.

Gorący oddech Klary na wewnętrznej stronie ud sprawił, że kolana Eleny zmiękły. Musiała oprzeć się o Juliana, który objął ją w pasie, stanowiąc solidny filar w tym wirującym świecie doznań. Poczuła wilgotny język Klary badający delikatną skórę tuż nad krawędzią pończoch, podczas gdy Marek, stojący teraz za nią, zaczął składać pocałunki na jej karku, schodząc coraz niżej, w stronę łopatek.

Była atakowana z każdej strony. Trzy różne temperatury ciał, trzy różne techniki dotyku. Julian – kontrolujący, stanowczy. Marek – żarliwy, zachłanny. Klara – zmysłowa, drażniąca. Elena zamknęła oczy, tracąc orientację w przestrzeni. Nie wiedziała już, czyje ręce błądzą po jej piersiach, czyje usta przywierają do jej szyi. Stała się instrumentem, na którym ta trójka postanowiła zagrać symfonię rozkoszy.

– Do sypialni – zarządził Julian, jego głos był teraz chropowaty od tłumionego pożądania.

Nie szła, została tam poprowadzona, niemal niesiona w objęciach Marka, podczas gdy Julian trzymał jej dłoń, a Klara szła tuż obok, nie przerywając pieszczot. Sypialnia była jeszcze ciemniejsza, z wielkim łożem pośrodku, które wyglądało jak ołtarz przygotowany na ofiarę.

Położyli ją na chłodnej, egipskiej bawełnie. Bielizna zniknęła w mgnieniu oka, zerwana niecierpliwymi dłońmi. Elena leżała naga, oświetlona jedynie nikłym blaskiem wpadającym z salonu, otoczona trzema sylwetkami, które teraz pozbywały się własnych ubrań. Szelest zrzucanych koszul i spodni był preludium do burzy.

Julian usiadł u wezgłowia łóżka, opierając się o zagłówek, obserwując scenę jak reżyser. Marek wszedł na łóżko, zawisając nad Eleną. Jego oczy płonęły. Klara wślizgnęła się obok, jej nagie ciało przywarło do boku Eleny, miękkie piersi ocierały się o ramię dziewczyny.

– Pokaż jej, jak bardzo jej pragniemy, Klaro – powiedział Julian.

Klara nie potrzebowała zachęty. Pochyliła się i pocałowała Elenę. Był to pocałunek głęboki, mokry, smakujący winem i kobiecym pożądaniem. Język Klary był wszędobylski, a jej dłoń powędrowała między uda Eleny, które rozchyliły się instynktownie. Pierwszy dotyk palców Klary w jej najwilgotniejszym miejscu sprawił, że Elena jęknęła głośno, wyginając plecy w łuk.

W tym samym momencie poczuła ciężar Marka. Nie czekał. Gdy tylko Klara przygotowała grunt, on wsunął się w nią jednym, potężnym ruchem. Elena krzyknęła, zaskoczona nagłym wypełnieniem, intensywnością jego wejścia. Był duży, twardy i poruszał się z rytmiczną, niemal zwierzęcą siłą.

Klara nie przestała. Jej usta przeniosły się na piersi Eleny, ssąc sutki, które stwardniały jak kamienie, podczas gdy jej palce nadal drażniły łechtaczkę, synchronizując się z pchnięciami Marka. Elena była w centrum huraganu. Czuła pot Marka kapiący na jej brzuch, słyszała wilgotne odgłosy ich złączonych ciał i przyspieszone oddechy Klary przy swoim uchu.

A nad tym wszystkim czuwał Julian. Nie był biernym obserwatorem. Kiedy Elena myślała, że nie zniesie już więcej, poczuła jego dłoń na swojej szyi, lekko zaciskającą się, kontrolującą dopływ powietrza. To dodało nowy wymiar do doznań – nutę niebezpieczeństwa, która wyostrzyła wszystko inne.

– Patrz na mnie – rozkazał Julian.

Otworzyła zamglone oczy, napotykając jego lodowate, błękitne spojrzenie. Mimo chaosu, jaki panował w jej ciele, jego wzrok był kotwicą.

– Jesteś nasza, Eleno – szepnął, pochylając się, by złożyć pocałunek na jej czole, gest zaskakująco czuły w tej brutalnej scenerii. – Cała nasza.

Marek przyspieszył. Jego pchnięcia stały się krótsze, bardziej gwałtowne. Klara zwiększyła presję na jej łechtaczce. Elena czuła, jak zbiera się w niej fala, potężna i nieunikniona. Napięcie mięśni osiągnęło szczyt. Próbowała złapać oddech, ale dłoń Juliana na jej gardle pozwalała tylko na płytkie hausty, co tylko potęgowało oszołomienie.

Świat zaczął się kurczyć do rozmiarów tego łóżka, tych trzech ciał i eksplozji, która nadchodziła. Czuła, jak Marek napina się do ostatecznego uderzenia, słyszała zduszony jęk Klary.

A potem nadszedł koniec.

Orgazm uderzył w nią z siłą fali tsunami. Był tak intensywny, że na chwilę straciła wzrok, widząc tylko białe plamy pod powiekami. Krzyczała, a jej krzyk mieszał się z głębokim warknięciem Marka, który szczytował wewnątrz niej, i wysokim jękiem Klary, która drżała, przyciśnięta do jej boku. Czuła, jak jej ciało pulsuje, zaciskając się wokół Marka, wyrzucając z siebie całe nagromadzone napięcie w serii spazmatycznych skurczów.

Leżeli tak przez dłuższą chwilę, splątani w węzeł kończyn, spoceni, oddychając ciężko w dusznej atmosferze sypialni. Zapach seksu był teraz dominujący, ostry i pierwotny.

Julian, który jako jedyny zachował względny spokój, powoli zabrał rękę z gardła Eleny, zastępując uścisk delikatnym gładzeniem kciukiem po jej spoconej skroni. Marek wysunął się z niej powoli i opadł na plecy obok, ciężko dysząc. Klara wtuliła twarz w zagłębienie szyi Eleny, jej oddech powoli wracał do normy.

Nikt nic nie mówił. Słowa były zbędne. Cisza, która teraz zapadła, różniła się od tej z początku wieczoru. Nie była już pełna oczekiwania, lecz gęsta od satysfakcji i leniwego spełnienia.

Elena leżała nieruchomo, czując, jak jej tętno powoli zwalnia. Czuła się pusta i jednocześnie wypełniona po brzegi, zużyta i odnowiona. Była w centrum, była ich wspólnym dziełem. Wiedziała, że kiedy w końcu wstanie z tego łóżka i założy swoją jedwabną sukienkę, będzie inną kobietą niż ta, która weszła do apartamentu Juliana. A na razie, pozwoliła sobie odpłynąć w półsen, otulona ciepłem trzech ciał, które tej nocy należały do niej tak samo, jak ona należała do nich.
Oceń to opowiadanie
Twoja ocena pomaga innym
Zaloguj się aby ocenić
A
Autor
@admin

💬 Komentarze (0)

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Czat społeczności 1 online
A
admin 16:56
test
A
admin 17:00
test
X
xd 17:02
xd
A
admin 17:16
test
A
admin 17:18
jhjhhjjjj
A
admin 17:19
jjjjj
A
admin 17:24
adsasd
A
admin 17:26
dassadsad
A
admin 17:26
12312312312312
A
admin 17:26
12312312321
A
admin 17:28
213231213
A
admin 17:28
3333