Bez świadków
„Biuro było puste, drzwi zamknięte, a napięcie między nimi nie pozwalało czekać ani chwili dłużej. Jeden pocałunek wystarczył, by przekroczyć granicę, której nie powinni byli dotykać…”
Drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem.
Tym razem nie było rozmów o raportach. Nie było wymówek.
Adam przycisnął ją do ściany niemal natychmiast. Jego usta odnalazły jej szyję, a dłonie pewnie wsunęły się pod materiał bluzki. Karolina wciągnęła gwałtownie powietrze, czując ciepło jego skóry i stanowczość ruchów.
— Myślałam o tym od miesięcy — wyszeptała.
— Ja przestałem udawać tydzień temu.
Rozpiął jej guziki powoli, patrząc jej w oczy. Nie było w tym niepewności — tylko napięcie, które domagało się spełnienia. Materiał zsunął się z jej ramion. Jego dłonie przesunęły się po jej plecach, po talii, po biodrach, zatrzymując się tam, gdzie jej oddech stawał się nierówny.
Pocałunki stały się głębsze, bardziej zachłanne. Odpowiadała mu równie śmiało, wsuwając dłonie pod jego koszulę, przesuwając palcami po napiętym brzuchu, czując jak reaguje na każdy jej dotyk.
Gdy uniósł ją i posadził na biurku, spojrzała na niego z wyzwaniem.
— Jesteś pewien? — zapytała, choć w jej głosie nie było wątpliwości.
Odpowiedział, zsuwając dłonią materiał jej spódnicy w dół.
Ciepło między nimi było już nie do zatrzymania. Ich ciała zbliżały się do siebie bez zahamowań, bez dystansu, bez słów. Każdy ruch był odpowiedzią na wcześniejsze miesiące napięcia.
Westchnienia wypełniły pusty gabinet. Jej palce zacisnęły się na jego ramionach, gdy przysunął się bliżej. Czuła jego oddech na swojej skórze, jego dłonie pewne i zdecydowane, prowadzące ją coraz dalej.
Nie było już miejsca na profesjonalizm.
Tylko rytm. Dotyk. Przyspieszone serca.
A kiedy w końcu opadli na siebie, rozgrzani i wciąż spragnieni, wiedzieli, że to dopiero początek czegoś, czego nie da się cofnąć.
Za drzwiami biuro wciąż było ciche.
Ale między nimi już nigdy nie będzie.
Tym razem nie było rozmów o raportach. Nie było wymówek.
Adam przycisnął ją do ściany niemal natychmiast. Jego usta odnalazły jej szyję, a dłonie pewnie wsunęły się pod materiał bluzki. Karolina wciągnęła gwałtownie powietrze, czując ciepło jego skóry i stanowczość ruchów.
— Myślałam o tym od miesięcy — wyszeptała.
— Ja przestałem udawać tydzień temu.
Rozpiął jej guziki powoli, patrząc jej w oczy. Nie było w tym niepewności — tylko napięcie, które domagało się spełnienia. Materiał zsunął się z jej ramion. Jego dłonie przesunęły się po jej plecach, po talii, po biodrach, zatrzymując się tam, gdzie jej oddech stawał się nierówny.
Pocałunki stały się głębsze, bardziej zachłanne. Odpowiadała mu równie śmiało, wsuwając dłonie pod jego koszulę, przesuwając palcami po napiętym brzuchu, czując jak reaguje na każdy jej dotyk.
Gdy uniósł ją i posadził na biurku, spojrzała na niego z wyzwaniem.
— Jesteś pewien? — zapytała, choć w jej głosie nie było wątpliwości.
Odpowiedział, zsuwając dłonią materiał jej spódnicy w dół.
Ciepło między nimi było już nie do zatrzymania. Ich ciała zbliżały się do siebie bez zahamowań, bez dystansu, bez słów. Każdy ruch był odpowiedzią na wcześniejsze miesiące napięcia.
Westchnienia wypełniły pusty gabinet. Jej palce zacisnęły się na jego ramionach, gdy przysunął się bliżej. Czuła jego oddech na swojej skórze, jego dłonie pewne i zdecydowane, prowadzące ją coraz dalej.
Nie było już miejsca na profesjonalizm.
Tylko rytm. Dotyk. Przyspieszone serca.
A kiedy w końcu opadli na siebie, rozgrzani i wciąż spragnieni, wiedzieli, że to dopiero początek czegoś, czego nie da się cofnąć.
Za drzwiami biuro wciąż było ciche.
Ale między nimi już nigdy nie będzie.
💬 Komentarze (0)
Zaloguj się aby dodać komentarz.